Petr Šabach urodził się 23 sierpnia 1951 w Pradze. Jego ojciec był zawodowym wojskowym, pułkownikiem w Sztabie Generalnym, mama urzędniczką w Ministerstwie Kultury i Edukacji. Ojciec, z którym miał dość skomplikowane i nie zawsze idealne stosunki, jest częstym motywem jego twórczości. Polskim odbiorcom postać taty-trepa zakochanego w socjalizmie i plastikowych łyżeczkach znana jest z kultowego filmu Pod jednym dachem (Pelíšky). Šabach zaznacza jednak:

Tata nie był aż takim głupkiem. Wyrzucili go z prawa, bo wiecznie włóczył się po knajpach i grał w mariasza. (...) Jakoś rok temu byłem u cioci i trochę się tam wygłupiałem. Ciocia strasznie się śmiała i nagle powiedziała: „Cały tata! Z nim był chyba nawet jeszcze większy ubaw niż z tobą.” Zatkało mnie. Dlaczego nigdy nie pokazał nam się w domu od tej strony?

Kiedy Šabach miał pięć lat jego rodzina przeprowadziła się na praskie Dejvice. Tak jak narrator w wielu jego książkach, dorastający autor włóczył się po ulicach nie stroniąc od wygłupów. Na Dejvicach walczyły ze sobą poszczególne ulice. Każda z nich miała swojego przywódcę, identyfikatory i niemal wojskową dyscyplinę. Był to skutek zdziczałego okresu, kiedy po wojnie urodziła się masa dzieci. Włóczyły się bandami po ulicach z kluczem na szyi i patrzyły tylko z kim by się tu pobić.

Alkohol nie był mu obcy już od najmłodszych lat. Stosunki z kolegami zacieśniły się koło dziewiątej klasy, kiedy odkryliśmy na Dejvicach knajpy, w których sprzedadzą nam w przerwie piwo. Szef jednej gospody zorganizował nawet balangę na cześć tego, że z powodzeniem skończyliśmy szkołę podstawową.

Droga jego edukacji nie była usłana różami. W 1966 dostał się do Średniej Szkoły Bibliotekarskiej, ogrom nauki przeraził go jednak i już po pierwszym roku przeniósł się do gimnazjum.

-Istnieje bibliografia -powiedziała nam pani profesor i dodała - Ale uwaga! Mamy też bibliografię bibliografii, a teraz jeszcze większa uwaga: mamy również bibliografię trzeciego stopnia czyli bibliografię bibliografii bibliografii!

-Non serviam...- pomyślałem. Rok później opuściłem szkołę bibliotekarską.

W 1969. pojechał na wycieczkę do Anglii, gdzie spodobało mu się tak, że zapomniał o zaczynającej się we wrześniu szkole. Nie powiedział rodzicom, gdzie mieszka, jednak ojciec uruchomiwszy swoje wojskowe kontakty znalazł jego adres i wysłał mu list następującej treści: "Drogi Péťo, w przypadku jakbyś wrócił, mam tu pięćdziesiąt litrów wina i parę słoiczków ogórków, żeby było co przegryźć z rana.” Wrócił więc, ale dopiero w październiku, co przypłacił wyrzuceniem z gimnazjum. Później przyjęto go z powrotem do Średniej Szkoły Bibliotekarskiej, którą skończył eksternistycznie. Po maturze (1974) zaczął zaoczne studia na Uniwersytecie Karola. W 1979 ukończył kierunek teoria kultury. Swoje wykształcenie podsumowuje: Mówi się, że najwięcej przyjaźni nawiązuje się w gimnazjum. No to miałem pecha. Wyrzucali mnie ze szkół, nim zdążyłem nawiązać tam przyjaźnie. Byłem łobuzem i przekazywano mnie sobie ze szkoły do szkoły. Uniwersytet skończyłem zaocznie. Więc koniec końców pozostali mi tylko koledzy z podstawówki.

Petr Šabach imał się przeróżnych profesji. Był między innymi redaktorem technicznym w organizacji działającej przy Ministerstwie kultury (Pragokoncert) (1974), metodykiem w domu kultury (1976), od 1978 dorabiał jako nocny stróż w klasztorze Św. Jerzego na Praskim Hradzie. Był wtedy na urlopie „tacierzyńskim” , o czym pisze w książce Putování mořského koně (Podróże konika morskiego.) Šabach wspomina te lata bardzo ciepło: Uważam urlop macierzyński za najsensowniejsze lata mojego życia, naprawdę nigdy nie znalazłem w niczym więcej sensu. Opieka nad dzieckiem jest czymś niesłychanym i cieszę się, że miałem okazję doświadczać jej przez dwa i pół roku.

Od roku 1984 był starszym referentem na AVU (Akademii Sztuk Pięknych) w Pradze. W latach 1987-2001 pracował w Galerii Miejskiej w Pradze jako organizator imprez kulturalnych. Od roku 2001 żyje z pisania.

Uczy też twórczego pisania na Akademii Literatury Josefa Škvoreckiego.

Właściwie nie uczę twórczego pisania, raczej czytam ich prace i mówię co mi się podoba a co nie. Nie żebym miał lekcje, gdzie tłumaczyłbym na przykład jak budować zdania. (...) Wypracowania w szkołach podstawowych to swego rodzaju zbrodnia, bo ocenia się w nich głównie pisownię. To błąd. Kiedy Pepiczek ma opisać na przykład swoje wakacje i chce napisać, że był w Karlowych Warach, a nie wie jak się pisze Karlowe Wary, to woli napisać, że nigdzie nie był i już. Twórczego pisania powinno się uczyć od pierwszej klasy.

Wbrew temu, co mogłoby się wynikać z jego książek, Petr Šabach jest oddanym mężem i prowadzi dość ustabilizowane życie rodzinne. W wieku 25 lat ożenił się z Anną będącą prototypem wielu bohaterek jego książek. Jego żona, podobnie jak Andulka z książki Hovno hoří (Gówno się pali) jest lekarzem. Od dwudziestu pięciu lat mieszkają w tym samym mieszkaniu na Dejvicach. Poznaliśmy się z Andulą w gospodzie, tak jak poznaje się chyba większość ludzi. To było w 1970, ile to już lat! (...) Co kocham w Andulce? Podoba mi się cała. Może jestem, jak to się mówi pod pantoflem, ale według mnie każdy facet jest. Jak w tym kawale: Idzie facet do nieba, a tam dwie bramy- na jednej napis: Dla pantoflarzy, na drugiej : Dla nie-pantoflarzy. Przed bramą dla pantoflarzy jest wielka kolejka, przed drugą stoi jeden człowiek. Więc facet staje za nim i pyta: - Dobrze stanąłem? To brama dla nie-pantoflarzy? A tamten mówi:- Nie wiem, żona mnie tu przysłała. Tak to działa.

Petr Sabach jest też szczęśliwym tatą i dziadkiem. Ma dwóch synów, Petra (gitarzystę, grającego m. in. w zespole Milo) i Jana mieszkającego w USA i zajmującego się grafiką (zaprojektował m. in. okładki niemal wszystkich książek ojca); oraz wnuczkę Sofię i wnuka Damiana.

Petr Šabach jest obecnie jednym z najpopularniejszych czeskich pisarzy. Jednak jego przygoda z pisaniem zaczęła się w nietypowy sposób: To był przypadek, zacząłem pisać dosyć późno, koło trzydziestki, wcześniej nie próbowałem. Kiedy człowiek pracuje jako nocny stróż, w końcu nudzi mu się ciągłe czytanie. Zacząłem więc pisać.

Autor stroni od rozgłosu i fotografów, rzadko udziela wywiadów i nie przepada za nimi. Zależy od pytań. Wszyscy ciągle pytają mnie o to samo- jak to było żyć w rodzinie wojskowego, ja i piwo i tym podobne. Jestem tym już naprawdę dość wykończony.

Ogromny sukces, jaki odniosły jego książki też nie robi na samym autorze większego wrażenia. Jaki sukces? Mnie, w przeciwieństwie do Viewegha nie rozpoznają ludzie w metrze. Uważam to za dogodność. Kiedy ktoś do mnie podchodzi i pyta -Co pan pisze? albo -Jak to jest z tym pana pisaniem? mam ogromną chęć powiedzieć mu: pocałuj mnie pan w nos. I oby tylko w nos. Dlaczego nie rozmawiają ze mną jak z normalnym człowiekiem?

Petr Šabach ma też bardzo specyficzne podejście do faktu, że jest pisarzem.

Do dzisiaj nie do końca się z tym pogodziłem. Wykonuję wolny zawód, mam nawet napisane w jakichś papierach „pisarz”, ale jestem raczej zakłopotany tym stwierdzeniem. Słowo pisarz ma ogromną wartość. (...) Na pewno mi nie odbiło. Liczę się z tym, że nie skończę w pałacu Dobrzisz, ale raczej tu, jako odźwierny. Skończę w środowisku, w jakim się urodziłem. Dziewczyny mnie nie interesują, jestem monogamiczny a w dodatku stary. Nawet nie myślę o tym, że będę pisał przez całe życie. Właściwie – niespecjalnie mnie to bawi. Że też w ogóle się za to wziąłem....